Ostry, rozgrzewający rosół w stylu japońskiego Ramen na zimne, bure dni

Należę do osób, które decydują, co ugotują danego dnia pod wpływem impulsu. Najwięcej inspiracji i pomysłów czerpię z seriali oraz dokumentów i programów kulinarnych, jakie regularnie oglądam na Netflixie gdy… gotuję. Cóż mogę powiedzieć – jak wiele osób, które były strasznymi niejadkami w dzieciństwie, teraz uwielbiam wszystko, co związane z jedzeniem – przeglądać godzinami książki kucharskie (najczęściej pożerając przy tym miskę maślanego popcornu zamiast obiadu), oglądać pasjami programy kulinarne, buszować w dziale produktów egzotycznych supermarketów i oglądać na ekranie jak wszystkie te czynności wykonują inni.

Chociaż uwielbiam netflixowskie programy „Ugly Delicious” i „Street Food”, to najwięcej inspiracji kulinarnych czerpię od Antoniego Porowskiego z programu „Queer Eye” („Porady różowej brygady”), bo Antoni pokazuje wyszukane potrawy z całego świata ale w nieco uproszczonej postaci, czyniąc je łatwymi do przygotowania. Wszystkie potrawy przygotowuje praktycznie bez użycia półproduktów, co bardzo do mnie przemawia, a żadna z proponowanych przez niego potraw nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności.

Ostatnio Antoni (Kanadyjczyk polskiego pochodzenia) zainspirował mnie do przygotowania w domu japońskiego rosołu Ramen, który tak nam z mężem zasmakował, że w ostatnich tygodniach jedliśmy go na obiad dosłownie co drugi dzień. Jest coś bardzo uzależniającego w tym daniu i z tego co czytam w sieci, mnóstwo osób ma dosłownie fioła na jego punkcie. Magazyn New Yorker poświęcił mu nawet odcinek swojej fantastycznej serii The Annals of Obsession, a w całej Europie jak grzyby po deszczu wyrastają restauracje specjalizujące się w tej potrawie. W samym Trójmieście mamy już dwa takie miejsca – Umi Ramen w Gdyni na ul. Starowiejskiej i Meso Ramen w centrum handlowym Forum Gdańsk.

Ramen jest czymś więcej niż japońską wariacją na temat rosołu. Jak każdy rosół, Ramen jest naturalnym antybiotykiem ale ponieważ ja w swojej wersji używam korzenia imbiru, czosnku i papryczek chili to jest on bardziej rozgrzewający i aromatyczny niż tradycyjny polski rosół. Duża ilość dodatków powoduje również, że Ramen jest bardzo sycący a sos sojowy, grzybki shitake i pasta miso dają mu wyrazisty smak umami.

Ponieważ Ramen jest niezwykle esencjonalny i składa się z tylu różnych składników, to często czytam w sieci, iż jest wyjątkowo trudną potrawą do odtworzenia w domu. Myślę, że dużo jest w tym prawdy – mistrzowski japoński Ramen zjemy w restauracji serwującej potrawy kuchni azjatyckiej (osobiście, najlepszy jadłam w Dublinie w restauracji wagamama).

Wiedząc jak trudno ugotować samemu dobry Ramen, przez lata nawet nie googlowałam przepisów. Dopiero jak zobaczyłam w odcinku Queer Eye „Black Magic” jak Antoni uczy przygotowywać jedną z bohaterek uproszczoną wersję Ramen, to ośmieliłam się sama spróbować. Ramen Antoniego wyglądał tak apetycznie, że nie mogłam się oprzeć pokusie odtworzenia go.

Zaczęłam googlować różne przepisy i połączyłam je w jeden łatwy przepis oparty na rosole drobiowo-wołowym z dodatkiem wywaru z grzybków shitake, czosnku, imbiru i papryczek chili. Do swojego autorskiego Ramen dodaję wszelkie możliwe dodatki – marynowane tofu, wodorosty nori, kiełki fasoli mung, gotowane na śliwkowo jajka, grzybki shitake, makaron Ramen i pędy bambusa. Całość posypuję szczypiorkiem i podprażonymi na suchej patelni ziarenkami sezamu i otrzymuję bardzo sycące danie jednogarnkowe. Ostrość Ramen można dostosować do swoich osobistych upodobań. My z mężem lubimy gdy jest ostry bo bardziej rozgrzewa gdy na zewnątrz leje i jest zimno i buro.

Ponieważ do rosołu Ramen pasuje tyle różnych dodatków to stanowi on świetne danie jednogarnkowe na przyjęcie. Wystarczy położyć na stole garnek z parującym rosołem Ramen, miskę makaronu, sos sojowy i czosnkowy chili oraz mnóstwo miseczek z dodatkami i pozwolić gościom samemu doprawić danie zgodnie ze swoimi upodobaniami.

Ramen na tym zdjęciu jest zimny – tak bardzo skupiliśmy się z mężem na zrobieniu ładnych zdjęć, że zapomnieliśmy go podgrzać. Taka sytuacja.

Składniki dla 4 głodnych osób:

Na rosół drobiowo-wołowy:

1 pęczek włoszczyzny

4 skrzydełka z kurczaka

1 szponder wołowy

1 cebula

2 ząbki czosnku

kilka listków laurowych

mała garść ziela angielskiego

Na ostry wywar warzywny:

7 suszonych grzybków shitake

2-3 świeże papryczki pepperoni

3 centymetrowy kawałek świeżego imbiru

3-4 ząbki czosnku

Do przyprawienia:

2 łyżki stołowe czosnkowego sosu chili

3-4 łyżki pasty miso

2  łyżki stołowe sosu sojowego

Dodatki do podania:

marynowane pędy bambusa

tofu zamarynowane w kilku łyżkach sosu sojowego

2 płaty wodorostów Nori

2 łyżki stołowe nasion sezamu lekko podprażonych na suchej patelni

kiełki fasoli mung

makaron pszenny Ramen

jajka ugotowane na śliwkowo

grubo pocięty szczypiorek

Przygotowanie:

W jednym garnku gotuję rosół w 2-3 litrowym garnku.  Najpierw  gotuję przez godzinę samo mięso a po zebraniu łyżką cedzakową pienistego osadu dodaję pozostałe składniki i gotuję rosół kilka dobrych godzin na małym ogniu dzięki temu ma bardzo wyrazisty smak i głęboki kolor. Odcedzam rosół przez drobne sitko i odstawiam na bok wywar a warzywa i oddzielone ręcznie mięso daję swojej suczce golden retrieverce. Jak możecie się domyślić ona bardzo cieszy się z mojej obsesji na punkcie Ramen.

W drugim garnku gotuję wywar grzybowy na małym ogniu przez 2-3 godziny żeby przeszedł wszystkimi składnikami. Po ugotowaniu, odcedzam wywar i zostawiam same grzybki shitake, które kroję na ćwiartki.

W momencie gdy oba wywary są gotowe łączę je w proporcji mniej więcej 2 (wywar grzybowy) :1 (rosół drobiowo-wołowy*).  Teraz tylko doprawiam rosół do smaku sosem sojowym, sosem czosnkowym chili i pastą miso. Podaję gorący z makaronem Ramen ugotowanym al dente i wszelkimi dodatkami.

*Nadmiar rosołu mrożę w plastikowym opakowaniu do kostek lodu żeby mieć zawsze pod ręką domowe kostki rosołowe.

Zdjęcia: Piotr Dudulewicz